Wielu trzyma się uparcie raz obranej drogi, lecz tylko nieliczni dążą konsekwentnie do swego celu (Friedrich Wilhelm Nietsche)

Najnowsze zdjęcia
Ankieta
Jak trafiłeś(aś) na moją stronę?
 
Mój profil na Facebooku
Statystyka
Użytkowników : 2
Artykułów : 138
Zakładki : 20
Odsłon : 546909
On line
Witrynę przegląda teraz 179 gości 
Start Relacje z wypraw Dublin - smakowanie miasta

Dublin - smakowanie miasta

Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

Dwa dni w Dublinie to nie dużo, by dobrze poznać miasto, ale i tak wystarczyło by go zasmakować. Wizyta w browarze Guinessa, wycieczka po destylarni znakomitej whiskey Jamesona i wieczorne biesiadowanie w pubach na Temple Bar to tylko część atrakcji irlandzkiej stolicy.

Na pierwszy rzut oka miasto wydaje się mało atrakcyjne, przeciętne budynki z brudnordzawej cegły, kościoły z szarego kamienia, wyspiarska, deszczowa pogoda nie napawają optymizmem. Jednak po pewnym czasie zaczynam dostrzegać detale i wczuwać się w dość intrygujący klimat. Dostrzegam piękne kolorowe drzwi domów, ściany pokryte czerwonym winobluszczem, dostojność starej zabudowy, a wraz z nastaniem zmierzchu rozrywkowy klimat dzielnicy Temple Bar, gdzie zmierzają niezliczeni miłośnicy Guinessa i whiskey Jamesona. Wieczorny spacer wzdłuż rzeki, od mostu do mostu, to gratka dla fotografów. Szkoda tylko, że nie zabrałem ze sobą statywu, ale te limity wagowe w samolocie ;(

Zatrzymałem się w hostelu Abraham zlokalizowanym w samym centrum miasta za jedyne 15 euro za dobę ze śniadaniem w cenie. Dojazd z lotniska autobusem to 6EU. Duży Guiness to jednak już koszt 5 EU. Generalnie cenowo całkiem przyzwoicie.

Całe centrum, gdzie znajdują się najciekawsze miejsca i zabytkowe obiekty można obejść na piechotę w jeden dzień. Koniecznie trzeba zajrzeć do browaru Guinessa, destylarni whiskey Jamesona, odwiedzić dzielnicę Temple Bar, zamek, katedrę św. Patryka i Christ Church oraz Trinity College, a dla zapaleńców polecam okolice doków. Można się też przejść O'Connel Street, gdzie sterczy tzw. szpila oraz Dawson Street pośród butików.

Ja nachodziłem się jeszcze po opisywanych w przewodnikach placach i sugerowanych innych miejscach, ale chyba zamiast zdzierać buty trzeba było wcześniej zajrzeć do pubu, by pogawędzić z Irlandczykami. A tematów do rozmowy przy drinku jest co nie miara. O samym Guinessie oczywiście, że reszta tzw. piwa to siuśki, o tym że irlandzka whiskey jest najlepsza na świecie, bo amerykański burbon jest destylowany tylko raz, szkocka whisky dwa razy, a whiskey Jamesona aż trzy, co świadczy o jej niezwykłości i szlachetności. O tym jak Polacy imają się pracy za grosze obniżając stawki na rynku pracy. I ku mojemu zdziwieniu więcej gada się tu o rugby niż footballu.

Na ulicy widać i słychać Polaków, funkcjonują tu w samym centrum polskie sklepy czy salony fryzjerskie. Jednak czasy złotych lat zielonej wyspy minęły wraz z nastaniem kryzysu. Irlandczycy wciąż są mocno zapatrzeni w Amerykę, stronią za to od Brytyjczyków z wiadomych, historycznych względów.

Generalnie smakowanie Dublina to zachęcający wstęp do poznania całej wyspy, ale na to już trzeba przeznaczyć co najmniej tydzień czasu. Moherowe klify, góry Wicklow czy neolityczne grobowce korytarzowe w Newgrange z pewnością warte są odwiedzin przez każdego globtrotera. Zapewne niedługo tam zajrzę...